- *** Andy**
- Werka. Kotku wstawaj.
- Wrr.. Zaraz. Jeszcze 5 minut.
- Ja ci dam jeszcze 5 minut - i zacząłem ją łaskotać. Jak opętana zaczęła tarzać się po łóżku - ubierz się a ja szybko zrobię śniadanie.
- Dobrze- odpowiedziała. Zszedłem na dół, zrobiłem kawę i kanapki z nutellą. Po 10 min doszła do mnie moja czarująca miłość. Założyła moją bluzkę z BVB i czarne, przecierane rurki. Zjadła 2 kanapki, napiła się kawy, a zanim wyszła dostałem od niej soczystego całusa. Jeszcze nigdy nie kochałem kogoś bardziej niż mojego Emoska. Jej wygląd, sposób bycia, charakter. Dziś mikołajki. Odważę się dać jej taki prezent, który otrzymuje osoba, którą darzymy niezwykłym uczuciem.
Spakowałem torbę na trening i wyszedłem zamykając za sobą drzwi na klucz. Trening jak zwykle męczący ale jak to się mówi : praktyka czyni mistrza. Ciekawe co teraz u Werki?
*** Werka***
Zaczęliśmy dzień bardzo pracowicie. Musieliśmy doprowadzić boksy do perfekcji chociaż nie było to takie proste. W między czasie rozmawaiłam z Alą.
- A jak u mamy Liama?
- Wszystko w porządku. Okazało się że po prostu zasłabła i tyle. Ale ja i Liaś na jakiś czas przeprowadzimy się do niej żeby się nią zająć. 3 lata temu umarł jej mąż i jest trochę samotna.
- Ouh. Przykro mi. Ciekawe jak bardzo boli utrata najważniejszej dla ciebie osoby.
- Pewnie bardzo, bardzo. Nie chcę nawet o tym myśleć. No ale skończmy temat.
- Jasne. Dziś mikołajki.
- Tak, wiem. Robicie sobie jakieś prezenty z Dawidem?
- Jasne. Kupiłam mu bluzę z Tokio hotel. Ciekawa jestem co ja dostanę od niego. Ostatnio był dość tajemniczy. A wy?
- My też. Kupiłam Liasiowi biografię Elvisa Presleya. Mówił, że bardzo go lubi.
- Mm no to świetnie. Sprawdzisz która godzina?
- Jasne. Jest 9.10. Schronisko wygląda na dość przyzwoite więc możemy iść.
- Też tak myślę. - Szybko poleciałam do domu po plecak i pobiegłam do szkoły bo i tak byłam lekko spóźniona na zajęcia, a przecież chciałam zobaczyć mecz Emosa. Jak ten czas biegnie. Na szczęście obeszło się bez upomnień o spóźnienie i takie tam. Od 10.00 mieli zacząć grać ale poszłam zobaczyć wcześniej, na przerwie jak idą przygotowania chłopcom z naszego liceum i życzyć im szczęścia. Ku mojemu zdziwieniu oni zamiast trenować, gadali o niewiadomo czym. Dawid szybko mnie zauważył i podbiegł do mnie. Zmieniliśmy kilka słów i trener zawołał ich na hale. Usiadłam w pierwszym rzędzie aby mieć lepszy widok na mecz. Końcowy wynik był raczej oczywisty. Wygrali nasi. Dawid strzelił 3 bramki! Nie wiedziałam że jest taki dobry. Reszta lekcji była dość luźna, bo jakaś klasa przygotowywała sie do jasełek i musieliśmy pomóc udekoworać sale. Po powrocie do domu zamówiliśmy pizzę i zaczęliśmy ogarniać gdzie znajduje się dom córki na mapie. Na 'obiad' nie musieliśmy długo czekać i po 30 min byliśmy gotowi szukać dziewczyny. W samochodzie Dawid siedział cicho i się nie oodzywał. Po jakimś czasie zaczął zwalniać bo ukazała nam się tabliczka z adresem.
- Dawid. Stój. To tutaj.
- Yhmy. Piękny dom. Widzisz te kolumny. Zadziwiające.
- Tak ładny ale nie przyjechaliśmy tu aby podziwiać architekture jej domu.
- Dobrze już się nie złość- powiedział i złożył na moich ustach namiętny pocałunek. Po chwili zaczął rozsuwać mi bluzę. Dobrze wiedziałam do czego to wszystko dąży ale stwierdziłam że napewno nie w takich okolicznościach i miejscu.
- Emo hamuj się. Nie teraz.
- Ale wiesz jak ja cię kocham.
- Wiem też ci kocham ale lepiej będzie jak już pójdziemy do tej dziewczyny.
- Mh..ale wiesz jaką ja mam na ciebie ochotę?
- Dawid prosze cie. Pomyślimy wieczorem ale teraz naprawdę musimy iść.
- Uhu. Nie mogę się doczekać wieczoru. A no i wesołych mikołajków.
- Wesołych kotku- odpowiedziałam z uśmiechem na twarzy i wyszliśmy z samochodu. Zadzwoniłam dzwonkiem 2 razy. Po ostatnim drzwi otworzyła mi szczupła, wysoka dziewczyna. Wykapana mama- pomyślałam.
- Dzień dobry. W czym mogę pomóc? - Zapytała.
- Dzień dobry. Jestem Weronika, a to mój chłopak Dawid. Chcieliśmy z tobą porozmawiać Zuzia.
- Wejdzcie. Chwila. Skąd znasz moje imie?
- Zaraz
Wszystko ci opowiemy- odpowiedziałam spokojnie. Siedemnastolatka zrobiła nam cappuccino i opowiedziałam jej wszystko o zjawie jej matki i o jej prośbie. Dziewczyna wraz ze swoim chłopakiem patrzyła się na mnie jak na wariarke, która uciekła z psychiatryka.
- Aha. Fajnie. A teraz prosze nie róbcie sobie jaj i wyjdźcie stąd.
- My ani trochę nie żartujemy. Gdyby pani jednak chciała porozmawiać prosimy o kontakt - podałam jej karteczkę z moim nazwiskiem i numerem telefonu i wyszłam z Dawidem.
- Jesteś zawsze taka waleczna. Dlaczego teraz tak szybko się poddałaś?
- Jej matka powiedziała, że mi pomoże, więc nie mogę się narzucać.
- Yhmm. Rozumiem- odpowiedział Emo i ruszyliśmy do domu. - Haha jest już po 18.00. Robi się WIECZÓR!!
- A myślałam że zapomnisz.
- O takich rzeczach nigdy się nie zapomina.
- Ehh. Warto wiedzieć. Szkoda, że nie masz tak dobrej pamięci jak proszę cię o kupienie cukru po szkole.
- Oj.. Po co ci ten cukier..
- Do kawy, herbaty, robienia ciasta. Ale ty oczywiście twierdzisz że cukier jest nie potrzebny!
- Od cukru nieźle rośnie dupa- oznajmił bez żadnego przejęcia rzując gumę.
- Czyli gdybym była gruba to nie chciałbyś ze mną być!?
- To nie ja to powiedziałem.
- Ty...
- Oj Emosku żartowałem. Nawet gdybyś była o 20 kg grubsza niż jesteś teraz zawsze bym cie kochał, bo robię to sercem, nie oczami- powiedział i spojrzał na mnie, żeby zobaczyć moją reakcję. Oczywiście uśmiechnęłam się i pomyślałam, że to bardzo słodkie. Po dojechaniu do domu Dawid otworzył mi drzwi od auta, wziął mnie na ręce i tak weszliśmy do budynku. Położył mnie na kanapie. Automatycznie wróciłam do pozycji siedzącej. Rozpaliliśmy w kominku i zapaliliśmy świeczki. Poszłam na górę po już wcześniej zaparkowany prezent dla mojego chłopaka i wróciłam z nim do salonu.
- Dawid? Mam coś dla ciebie!- chłopak jak małe dziecko podbiegł do mmie i się uśmiechnął-wszystkiego najlepszego z okazji mikołajek. To taki upominek, mam nadzieję, że ci się spodoba.
- On wziął mnie za rękę i usiedliśmy na miękkim dywaniku przy kominku. Chłopak po rozwinięciu papieru bardzo się ucieszył i mocno mnie przytulił.
- Ja też coś dla ciebie mam- powiedział. Po chwili wyciągnął z kieszeni małą kulke podobną do tej, z której uwalniał się Pikatchu i uklęknął przede mną.
- Ja wiem, że znay się tylko 2 miesiące ale ja czuję że to właśnie ty jesteś tą jedyną dziewczyną, z którą chcę spędzić resztę życia. Chciałem cię zapytać czy ty czujesz to samo co ja i wyjdziesz za mnie? - Otworzył kulke a w środku był pierścionek a na obrzeżu pudełeczka napisa ' I choose you' . Ja po prostu stałam jak wryta. Po raz pierwszy zabrakło mi języka w buzi chociaż w środku wiedziałam że chcę za niego wyjść.
- Tak. Dawid, chcę! - On uśmiechnął się i włożył mi piękny czarny pierscionek z białą różyczką na palec. Popłakałam się ze szczęścia. To było takie romantyczne. Siedzieliśmy tak przy zgaszonym świetle tylko w obecności świeczek jeszcze długo. W końcu chłopak przypominał sobie o tym co mieliśmy robić wieczorem i akcja przeniosła się do sypialni. Położył mnie na swojej czarnej pościeli.
- Ym.. Werka. Jeśli nie chcesz to nie musimy. Nie chcę żebyś robiła to z przymusu.
-Dawid. Ale ja chcę.
I tak spędziliśmy ten wyjątkowy dzień.


Witam kochani. Święta zbliżają się wielkimi krokami, więc życzę wam wszystkiego najlepszego, spełnienia waszych najskrytszych marzeń i dużo miłości oraz śniegu bo w te święta potrzeba go najbardziej ^^
Ta ''kulka z której wychodził pikatchu'' to pokeball :) świetny rozdział, ogólnie mam nadzieję że PA będzie dłuuuuuuuuugim cyklem, bo nobody's hero było zdecydowanie za krótkie :) Błędów merytorycznych nie znalazłem :)
OdpowiedzUsuńPokeball zapamiętam do końca życia ;-;
OdpowiedzUsuńOooo jakie to słodkie xd Jak zwykle super, lepiej na pewno ode mnie ;-; Czekam na NN ♥
OdpowiedzUsuń