Zemdlałam. Kiedy otworzyłam oczy zobaczyłam mroczne plakaty na czarnej scianie. Pokój Dawida- pomyślałam.
Właśnie. Gdzie on jest? Wstałam. A przynajmniej próbowałm. Miałam jedną rękę w gipsie. Z trudem wygramoliłam się z łóżka i zaglądałam do każdego pokoju bo chciałam znaleźć Dawida. Pamietam wydarzenia z tamtego wieczoru. W sumie to często o nim myślałam. Miałam wrażenie że im więcej się znamy tym bardziej się w nin zakochuje. Wiedziałam jednak że nie mogę mu tego powiedzieć bo to popsułoby naszą przyjaźń. A tu prosze. Okazało się że emo czuje to samo.
Została tylko łazienka. Kiedy tam weszłam zobaczyłam Dawida. Siedział skulony przy szafce. Był bardzo wystraszony. Miał szeroko otwarte oczy. Szybko podbiegłam do niego i przytulilłam tak mocno na ile pozwalała mi unieruchomiona ręka. Chłopak odwzajemnił uścisk i spojrzał mi prosto w oczy. Widziałam w nich strach.
- coś się stało?- zapytałam.
- Nie. Wszystko gra. Werka, jeśli ty nie czujesz tego samego co ja to po prostu o zapomnij i będzę po sprawie.
- Też cię kocham i nie mam zamiaru zapomnieć- uśmiechnęłam się do niego i złapałam za rękę. Po chwili dało się zauważyć na twarzy chłopaka banana. Postanowiliśmy ( pomimo pskudnej pogody za oknem) pójść na lody. Najbliższa lodziarnia była niecałe 2 km od nas więc założyliśmy glany i poszliśmy. Idąc z chłopakiem za rękę zapytałam:
- Co zrobiłeś z Julką? Czy wszystko już w porządku?
- Nic. Sama odeszła. Wszystko jest dobrze. Nie masz się czym przejmować złotko.
- Ok- w tym momencie usłyszałam sygnał sms'a. Był od Ali i brzmiał tak: rodzice na urodziny zafundowali mi wyjazd do UK na 2 tygodnie.
Odpisałam: to wspaniale.
Ala: bedziesz musiała przejąć moje obowiązki w schronisku. Mam nadzieję że to nie będzie duży problem.
Ja: dam sobie radę. Baw się dobrze.
Ala: dzięki.
- Z kim tak esemesujesz?
- Z Alą. Właśnie pochwaliła mi się że wyjeżdża do UK.
- Mm.. To fajnie.
Weszliśmy do sklepu.
- Jakie chcesz?- Zapytał.
- Włoskie czekoladowo-śmietankowe.
- Dobra.
Po wyjściu z lodziarni usiedlismy na ławeczce w parku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz