Kiedy była na sali wysłałem smsy do chłopaków o wypadku. Wszyscy siedzieliśmy przy pomieszczeniu gdzie teraz przebywała Yuki. Modliliśmy się tylko, żeby to nie było nic poważnego. Kiedy minęło już trochę czasu lekarz wyszedł z sali.
- Panie doktorze co z nią? - Zapytałem.
- No cóż mieliście wielkie szczęście. Dziewczyna dostała wstrząsu mózgu i ma lekkie zadrapania. To nic poważnego musi jeszcze przez 2 dni pobyć w szpitalu. Zrobimy jej jeszcze badania kontrolne i będzie mogła wrócić do domu.
- Czy możemy teraz ją odwiedzić?
- Tak. Ale prosze niech to będzie jedna osoba. Dziewczyna jest bardzo osłabiona.
-Dobrze. Dziękuję bardzo- powiedziałem. Kamień spadł mi z serca, ale i tak do końca będę obwiniał siebie za to co się stało. Wszedłem do sali. Mój najdroższeły skarb leżał teraz na łóżku. Szybko podeszłem do niej mówiąc:
- Yuki. Hej kotek przepraszam, że cię nie słuchałem teraz jesteś tu przeze mnie. Tak strasznie mi przykro. Mam nadzieję że wszystko będzie dobrze. Ja rozumiem, że teraz nie chcesz mnie znać ale prosze daj mi drugą szansę. Tak strasznie cie kocham i nie wiem co bym zrobił gdybyś mnie zostawiła...
- Andy! Głuptasie oczywiście że cię nie zostawię. Kocham cię najbardziej na świecie. Nie wyobrażam sobie życia bez ciebie. Jedź do domu z chłopakami i nie martw się tak. Ten wypadek był po prostu oznaką, że mam zawsze racje.
- Dobrze. Trzymaj się cześć- dałem jej buziaka w policzek i wróciłem z resztą paczki do domu. Koledzy o dziwo wogóle się nie odzywali a ja poszedłem do łazienki. Zaczął patrzeć w lustro i myśleć nad sobą. Przecież gdybym zderzył się z samochodem mógłbym ją zabić. Mała łza spłynęła po policzku. Yuki to jedyna osoba dla której chce mi się żyć. Mimowolnie wyciągnąłem żyletkę, która tylko czekała na ten moment. Przyłożyłem ją do nadgarstka, nacisnąłem mocniej i przejechałem po szerokości i potem jeszcze raz. Już bardziej pewnie. Dlaczego to robie? Chciałem poczuć to co ona i ukarać się za to co się stało. Krew powoli ściekała po ręce. Odruchowo ją zlizałem. Usłyszałem jak Ash dobija się do łazienki ,więc wyrzuciłem żyletke, odwinąłem rękaw bluzy i wyszedłem z pomieszczenia.
*** 2 dni później***
Jadę po Yuki do szpitala. Nie chcę, aby tłukła się autobusami. Poza tym doktor powiedział, że przez 2 tygodnie ma odpoczywać. Poszedłem do sali i zobaczyłem moją dziewczyne, która, zakładała swój płaszyk. Kiedy spojrzała na mnie od razu rzuciła mi się na szyję.
- Ave Yuki. Przyjechałem po ciebie- powiedziałem.
- Cześć Andy. Straszne tęskniłam się zq tobą. Chodźmy już- powiedziała.
***w samochodzie***
- Kotek?
- mmm?
- Będziesz zmuszona przeprowadzić się do mnie. Nie możesz się przemęczać a w domu u siebie jesteś sama. Tak będzie po prostu lepiej.
- Wiesz co? To nie głupi pomysł. Ale wiesz że ja mam jeszcze kota i nie mogę go zostawić na tak długo.
- Nie ma problemu. Weźmiesz ze sobą kota. Chłopcy będą się nim zajmowali. Pamiętam jak Jinxx zawsze mówił ' chciałbym mieć kotka' . Spełnij jego marzenie. No i do tego będziesz spędzać więcej czasu ze mną.
- Dobra. Przekonałeś mnie.
*** Yuki***
Ruszyliśmy do mojego mieszkania, Sixx pomógł mi spakować kilka ubrań a kiedy jednocześnie chcieliśmy włożyć koszulki zobaczyłam pocięty nadgarstek chłopaka.
- Andy. Po co to zrobiłeś?
- To nie ważne. Ważne że z tobą wszystko dobrze.
- Przestań. Bardzo musiało boleć. Czy ty widziałeś jakie te rany są głębokie? Ja napewno nie cierpiałam tak jak ty. Obiecaj mi że nigdy nie sięgniesz po żyletke, zeby się pociąć.
- Obiecuje- chłopak spuścił głowe w dół. Wzięłam pokaleczoną rękę i cmoknęłam ją. Potem ujęłam twarz Andy'ego i czule pocałowałam w usta. Po dłuższej chwili oderwalismy się od siebie, wzięłam Tofika i skierowaliśmy się do domu Biersacka'a. Po około 2 tygodniach wszystko było juz dobrze. Ja i mój futrzany przyjaciel zaklimatywozaliśmy się w domu tych wariatów i doszliśmy do wniosku, że zostaniemy tam na stałe. Między mną, a Sixxem wszystko w porządku. Nawet zacząl planować już nasz ślub mimo iż zostało jeszcze 2 lata do mojej pełnoletności. I pomyśleć że to wszystko zaczęło się od upadku w stertę liści. Może nie jesteśmy lubiani w liceum ale ważne że mamy siebie.