Około 02.00 usłyszałam jak otwiera drzwi do mojego pokoju. To był Marcel. Był naćpany i upity. Podszedł do mnie i zaczął mnie macać po nodze. Widziałam go nie raz w takim stanie i wiedziałam że. jest zdolny do wszystkiego. Chciałam się jakoś ratować i pomyślałam o moim nowym znajomym. Szybko ewakuowałam się z pokoju, zarzuciłam na siebie plaszczyk, włożyłam glany i zaczęłam kierować się w stronę domu Dawida. Przed drzwiami jego domu trochę się zawahałam ale zapukałam. Za 3 razem otworzył mi zaspany Emo.
- Oo ave Werka. Wejdz. Coś się stało?
- Cześć. Tak stało się- odpowiedzialam.
Zrobił nam herbatę i wszystko mu opowiedziałam. Chłopak mocno mnie przytulił i pozwolił mi spędzić u siebie resztę nocy. Trochę pogadaliśmy o naszych urodzinach ( dowodziałam się, że ma 31 maja) i poszliśmy spać. Ja spałam na jego łóżku a on na podłodze. Obudził mnie jakiś huk. Szybko zerwałam się z łóżka i byłam w szoku kiedy zobaczyłam śpiącego Dawida i na przeciwko niego zbitą porcelanową figurkę smoka chińskiego. Potem zaczęł to sobie jakoś tłumaczyć i doszłam do wniosku że pewnie ma jakieś zwierzę, zapomniał mi o nim powiedzieć i to pewnie jego sprawka. O 8.00 przyjaciel obudził mnie i zrobiliśmy śniadanie. Podcza tej czynności zapytałam go czy ma jakies zwierzę ale on zaprzeczył. W tej chwili zrobiłam oczy jak 5 zł. Jeśli nie jakiś kot, to co mogło wywalić tą figurkę?!
- Słyszałeś jak w nocy rozbił się smok?
- Nie. Miałem mocny sen.
- Jeśli nie masz żadnego pupila, okno było zamknięte i obydwoje spaliśmy to jak to się stało?
- Nie wiem. Nie zawracaj sobie tym głowy.
- Okey. Ja już pójdę do domu. Może Marcel się trochę uspokoił.
- Może cię odprowadzę. Powoli zaczynam się o ciebie bać.
- Spokojnie. Nic mi nie będzę. Poradzę sobie.
Kiedy dotarłam do domu mój lokator siedział na łóżku zasłaniając rękoma twarz. Kiedy usłyszal że weszłam zaczął mnie przepraszać. Dla mojego bezpieczeństwa poprosiłam aby się ode mnie wyprowadził. Chłopak to zrozumiał, wpakował swoje rzeczy do waliski, z którą przedwczoraj widziałam go pod drzwiami. Pożegnał się i wyszedł. Zadzwoniłam do schroniska i wyjaśniłam czemu mnie dziś nie było. Kierowniczka zrozumiała to i powiedziała że nic się nie stało. upiłam łyk kawy, zarzuciłam na ramię czarny plecak z AA i ruszyłam do liceum.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz